relacje inwestorskie
drukuj drukuj rozmiar czcionki A A A
Relacje inwestorskie Media o rynku


Przyspiesza konsolidacja na rynku medycznym.

Zakupami zainteresowane są zarówno firmy z branży, jak i fundusze private equity.

Fala fuzji ruszyła już w 2011 r. To wtedy zaczęły się perturbacje na części rynku medycznego. Zdaniem Krzysztofa Rogalskiego, zarządzającego funduszem Acendis FIZ InMedica, kryzys to najlepszy czas na przejęcia. W tym roku tempo konsolidacji jeszcze przyspieszy. – Ceny prywatnych placówek będą niższe. Poza tym więcej firm będzie skłonnych do poszukiwania partnerów biznesowych także ze względu na trudniejszy dostęp do źródeł finansowania – mówi Rogalski.

Acendis FIZ InMedica, którego właścicielem jest Secus Asset Management, pod koniec października kupił Centrum Medyczne Małgorzata, które prowadzi szpitale onkologiczne w Częstochowie oraz w Śremie. Z kolei Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca zostały przejęte przez fundusz Advent International, a Szpital Kielecki przez spółkę Artmedik.
– Myślimy o dalszych przejęciach na rynku medycznym. Interesują nas szczególnie szpitale specjalistyczne. O pierwszych zakupach możemy usłyszeć już w pierwszym kwartale tego roku – twierdzi Krzysztof Rogalski.

Również Advent International nie ukrywa zainteresowania szpitalami specjalistycznymi w Polsce, ale nie chce zdradzać szczegółów.

Agnieszka Skonieczna, ekspert rynku ochrony zdrowia z PMR Publications, przyznaje, że obecność funduszy private equity oraz venture capital na rynku medycznym może się zwiększyć w 2012 r. – Sektor postrzegany jest jako atrakcyjny, bo starzejące się społeczeństwo oraz to, że na zdrowiu Polacy oszczędzają w ostateczności, wskazują, że rynek ten będzie dynamicznie się rozwijał – twierdzi.
Zagraniczny kapitał przyciąga do Polski również projekt ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych. – Oczywiście pod warunkiem że ministerstwo wprowadzi do niego poprawki, które wprowadzą możliwość realnej konkurencji między firmami prywatnymi a NFZ – mówi Agnieszka Skonieczna.

Okazji do przejęć szukają także prywatne firmy medyczne, takie jak Grupa Nowy Szpital, właściciel 10 szpitali prywatnych posiadających kontrakt z NFZ. Grupa przejmuje głównie placówki, które kiedyś były publiczne i zostały przekształcone w spółki. – Jesteśmy zainteresowani rozszerzaniem Grupy Nowy Szpital. Planujemy, że rocznie do grupy będą wchodzić średnio cztery szpitale – twierdzi Marcin Szulwiński, prezes Grupy.

Okazji do fuzji szuka także Lux-Med. – Ciągle są miejsca, gdzie jest duże zapotrzebowanie na placówki medyczne. Planujemy otwarcie nowych centrów w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu. Szukamy okazji do przejęć na rynkach diagnostyki obrazowej oraz na rynku szpitalnym – twierdzi Anna Rulkiewicz, prezes spółki.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 05.01.2012r.




do góry
Na słabym złotym zyskują handel i lekarze.

Kurs polskiej waluty utrzymuje się na poziomie najniższym od dwóch i pół roku. Zyskuje na tym handel w miejscowościach przy zachodniej i południowej granicy Polski. Mocne euro nakręca turystykę medyczną. Branża zarobi w tym roku ok. 800 mln zł.

Polska waluta jest najsłabsza od czerwca 2009 r. W ubiegłym tygodniu kurs zbliżył się do poziomu 4,60 zł za euro. Nic nie wskazuje, by ten trend miał się szybko odwrócić, więc eksporterzy zacierają ręce. Ale nie tylko: na niskich notowaniach złotego zyskuje przygraniczny handel, nastawione na obcokrajowców hotele czy specjalizujące się w turystyce medycznej gabinety lekarskie.

W tych ostatnich umocnienie euro widoczne jest m.in. w znacznym zwiększeniu popytu na usługi stomatologiczne. – W naszej sieci zainteresowanie zachodnich pacjentów leczeniem wzrosło w ostatnim czasie kilkakrotnie – przyznaje Anna Horodecka, dyrektor zarządzający spółki Dent-a-Medical.

Według Artura Goska, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Turystyki Medycznej, słaby złoty zwiększy obroty całej branży. W tym roku jej przychody powinny wzrosnąć w porównaniu z rokiem ubiegłym o przynajmniej 10 proc. – do niemal 800 mln zł.
– Szacujemy, że liczba cudzoziemców przyjeżdżających do Polski na zabiegi zwiększy się do 275 – 280 tys. z 250 tys. rok temu – informuje Gosk.

Słaby złoty sprawia że Czesi, Niemcy i Słowacy mocno nakręcają handel w polskich miejscowościach przygranicznych. Obroty zwiększyły położone blisko zachodniej i południowej granicy stacje benzynowe. Trudno się dziwić: w Czechach średnia cena benzyny Eurosuper 95 to w przeliczeniu 6,20 zł, a oleju napędowego 6,30 zł. – Ceny na czeskich stacjach utrzymują się powyżej 6 zł za litr już od dwóch miesięcy – mówi Urszula Cieślak z monitorującej rynek paliw firmy BM Reflex. W Niemczech jest jeszcze drożej: benzyna kosztuje 6,80 zł. – Są dni, gdy większość naszych klientów to Niemcy – twierdzi pracownik stacji benzynowej w Gubinie.

To samo jest w sklepach. W Kudowie-Zdroju na targowisko położone kilka kilometrów od granicy w soboty przyjeżdża nawet 50 – 60 czeskich autokarów. – Czesi kupują wszystko: od wędlin po meble. W porównaniu ze swoimi cenami na codziennych zakupach zyskują jakieś 20 proc. – opowiada Stanisław Gustaw, przewodnik turystyczny. – Mamy niemal czeski boom – przyznaje Jacek Król, prezes spółki Wodny Świat zarządzającej lokalnym aquaparkiem, gdzie Czesi to stale rosnąca grupa klientów.

W Cieszynie im bliżej świąt, tym dłuższe korki na ulicach, na których stoi pełno aut z czeską rejestracją. – Skalę tego wzrostu frekwencji trudno nawet określić, bo wiele osób przychodzi z czeskiej części miasta pieszo – opowiada Edyta Subocz, rzeczniczka władz miasta.

Z kolei w Bielsku-Białej i w Żywcu sklepy ogołacają Słowacy. Chętnie kupują m.in. sprzęt RTV i gospodarstwa domowego. – Z jednym Słowakiem porównywaliśmy ceny: za telewizor Samsung, który u nas kupił za ok. 3,3 tys. zł, u siebie musiałby zapłacić równowartość 4,5 tys. zł – twierdzi Paweł Więzik, ekspert działu IT bielskiego sklepu Euro RTV AGD.

Źródło: Rzeczpospolita, 20.12.2011r.




do góry
Ile można było zarobić na debiucie spółki na NewConnect?

Na NewConnect nadal możemy zarabiać, i to pomimo trudnej ostatnio sytuacji na większości giełd. Ale pod warunkiem że znajdziemy się w wąskim gronie inwestorów, którzy kupili akcje w ofercie prywatnej.

W lipcu na NewConnect, alternatywnym rynku akcji, zadebiutowało 19 nowych spółek. Na zamknięciu inauguracyjnych sesji kursy 11 z nich były wyższe niż cena akcji w ofercie pierwotnej. Najwięcej można było zarobić na akcjach spółki Venture Capital Poland, która debiutowała 5 lipca i na zamknięciu tego dnia podrożała o ponad 67 proc. w stosunku do ceny z oferty pierwotnej. Nieco mniej, bo o 50 proc., zwiększyły swoją wartość akcje Internet Works. Akcje ośmiu debiutujących spółek straciły na wartości. Najwięcej, bo aż 50 proc., walory firmy Avtech Aviation & Engineering.

Średnio jednak inwestorzy, którzy sprzedawali akcje pod koniec pierwszej, debiutanckiej sesji, zarobili w lipcu na każdej spółce 8,24 proc. To bardzo dobry wynik, ale – jak wynika z analizy Grupy Trinity, firmy, która bada sytuację na rynku NewConnect – o wiele lepsze wyniki można było osiągnąć w czerwcu. Wtedy taka średnia sięgała ok. 18 proc.

– Z naszych wyliczeń wynika, że pozornie lepszą strategią w ubiegłym miesiącu była sprzedaż akcji debiutantów na koniec lipca. W takim wypadku bowiem stopa zwrotu kształtowała się na poziomie 20,77 proc. – mówi Jan Kasperowicz z Grupy Trinity. Zastrzega jednak, że w tym wypadku wyliczenia zostały zawyżone przez fenomenalną stopę zwrotu na walorach przedsiębiorstwa Call Center Tools, które podrożały od debiutu 4 lipca do końca miesiąca o ponad 500 proc. – Generalnie lepszą strategią było sprzedawanie papierów na debiucie po kursie zamknięcia – dodaje ekspert z Grupy Trinity.

Niestety większość ofert na rynku NewConnect to emisje o charakterze prywatnym i skierowane do wąskiego grona kupujących, w którym nie tak łatwo się znaleźć. Nie jest to jednak niemożliwe. W większości przypadków firmy debiutujące na NewConnect przygotowanie emisji wraz z budową księgi popytu zlecają autoryzowanemu doradcy. Musimy więc poszukać takiego doradcy, sprawdzić jego sytuację finansową, a następnie zgłosić mu chęć uczestniczenia w ofertach prywatnych. Wówczas taka firma będzie mogła nam zaoferować zakup akcji kolejnej spółki, którą będzie wprowadzać na rynek alternatywny.

W niektórych przypadkach zaporowa może okazać się minimalna kwota inwestycji, wynosząca nieraz i milion złotych. Zazwyczaj jednak są to kwoty niższe, rzędu 100 – 200 tys. złotych. W przypadku małych spółek i emisji nieprzekraczającej 5 mln zł minimalną kwotą inwestycji jest 5 tys. zł.

Znalezienie się w grupie inwestorów mogących nabywać akcje w ofercie prywatnej to jeszcze nie koniec walki o zysk. Następnie akcje trzeba sprzedać. Nie zawsze jest to proste, obroty na akcjach notowanych na rynku alternatywnym są niewielkie. Zazwyczaj są one największe na debiucie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 10.08.2011r. 




do góry
Rosną prywatne wydatki Polaków na leczenie.

Rosną prywatne wydatki Polaków na leczenie. W tym roku zapłacimy z własnej kieszeni 33 mld zł – o miliard więcej niż w 2010 r. Zdaniem ekspertów to sygnał, że jesteśmy już gotowi na wprowadzenie systemowych dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

W 2011 r. na ochronę zdrowia wydamy blisko 100 mld zł. 67 mld zł będzie pochodzić z NFZ, reszta to prywatne pieniądze Polaków – wynika z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeniowej (PIU).

– Oznacza to, że Polacy pokrywają jedną trzecią wydatków na zdrowie. Gdyby znaczną część z tego mogli finansować systemowo, w ramach powszechnych polis zdrowotnych, wydatki byłyby bardziej efektywne – zaznacza Marcin Tarczyński, analityk PIU. Tłumaczy, że wtedy ubezpieczyciele mogliby, mając wielu klientów, negocjować ze świadczeniodawcami niższe ceny. Oprócz tego koszty leczenia byłyby rozłożone na dużą liczbę osób. Dzięki temu ceny polis byłyby niższe.

Jak na razie rynek ubezpieczeń prywatnych się nie rozwija, bo nie ma regulacji prawnych. Obecnie prywatne ubezpieczenia ma 450 tys. Polaków, a ich wartość wynosi 160 mln zł. Miejsce ubezpieczycieli zajęły na polskim rynku przede wszystkim firmy medyczne, które oferują abonamenty. Ich liczba rośnie z roku na rok. W 2011 miało je dwa miliony Polaków. Dane PIU potwierdza także ostatnia Diagnoza Społeczna 2011, z której wynika, że abonament wykupiony przez pracodawcę ma 6 proc. Polaków, czyli o jeden punkt procentowy więcej niż dwa lata temu.

Jednak najwięcej pieniędzy Polacy wydają indywidualnie, korzystając z usług placówek prywatnych tylko w razie potrzeby. Najczęściej są to prywatne badania specjalistyczne, wizyty u dentysty oraz zakup leków. Na samą opiekę ambulatoryjną i specjalistyczną wydamy w tym roku 6,3 mld zł.

Powody wzrostu wydatków na prywatną służbę zdrowia są cały czas te same. Po pierwsze to efekt trudności z uzyskaniem usługi w publicznych palcówkach. – Wolę zapłacić 150 zł za abonament w prywatnej placówce i zrobić USG lub mammografię od ręki, a nie czekać kilka miesięcy, aby dostać się bezpłatnie – mówi Anna Kosmowska, która od trzech lat płaci dodatkowy abonament.

Drugi powód to rosnąca świadomość i zamożność Polaków, którzy oczekują coraz lepszej jakości obsługi.
– W prywatnych placówkach nie tylko czeka się krócej, lecz także jest tam o wiele milsza atmosfera. Firmom prywatnym zależy, by pacjent wrócił, tymczasem w publicznych placówkach jest wręcz odwrotnie – mówi socjolog Janusz Czapiński, autor Diagnozy Społecznej.
Patrycja Kalinowska zdecydowała się na poród w prywatnej placówce przede wszystkim z tego powodu, że chciała, by odbył się w przyjaznej atmosferze. – Wiem, że każdy szpital by mnie przyjął, ale wolałam wydać nawet 5 tys., byleby się nie stresować nieprzyjemnym lekarzem, śmierdzącą toaletą i opryskliwą położną – mówi Kalinowska. Ekspert ds. rynku zdrowia Rafał Janiszewski mówi, że wydawanie pieniędzy na prywatną służbę pokazuje, że Polacy są gotowi na wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń. – A praktyka pokazała, że systemowe rozwiązania są zawsze lepsze od indywidualnego wydawania pieniędzy przez pacjentów – dodaje Janiszewski.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 13.10.2011r.




do góry
Prywatne centra medyczne chcą przyciągnąć jak najwięcej zagranicznych turystów.

Prywatne centra medyczne chcą przyciągnąć jak najwięcej zagranicznych turystów. Rynek jest bardzo obiecujący, bo ceny usług medycznych w Polsce są niższe nawet o kilkadziesiąt procent.

Do walki o zagranicznego klienta rusza EMC Instytut Medyczny z Wrocławia. Spółka podpisała właśnie kontrakt z holenderskimi kasami chorych: CZ, Delta-Lloyd oraz OHRA. Oferują ubezpieczenia zdrowotne w sumie 3,3 milionom osób.

Według naszych informacji EMC IM spore nadzieje wiąże z Polakami, którzy pracują w Holandii. Całkiem możliwe, że powtórzy się sytuacja z ubiegłego roku, kiedy firma podpisała umowę z AOK, największą niemiecką kasą chorych obsługującą około 22 mln ubezpieczonych. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, od początku 2010 r. do połowy 2011 r. do EMC IM przyjechało 1500 pacjentów z zagranicy. Zdecydowana większość to osoby, które są członkami AOK.

O kontrakt z zagraniczną kasą chorych będzie też walczyć Interferie. Spółka w październiku otworzy luksusowy hotel czterogwiazdkowy, który będzie też oferował zabiegi rehabilitacyjne oraz usługi spa. Jego budowa kosztowała aż 105 mln zł. Firma ma podpisane umowy z niemieckimi organizatorami wyjazdów turystyczno-medycznych z Niemiec. – Negocjujemy jeszcze z 3 – 4 touroperatorami, także z Niemiec, którzy będą kierować pacjentów do naszego hotelu – twierdzi Adam Milanowski, prezes Interferie Medical Spa.

W 2011 r. do Polski przyjechało znacznie więcej pacjentów z zagranicy niż w latach poprzednich. Według badania firmy konsultingowej IMRS Polska jest jednym z najbardziej obiecujących rynków dla turystyki zdrowotnej na świecie. Według indeksu IMRS rynek turystyki medycznej zwiększy się w naszym kraju do końca 2013 roku o 15 proc.

Co sprawia, że Polska jest tak atrakcyjna dla pacjentów z innych krajów? – To przede wszystkim kwestia cen. Usługi medyczne u nas są o 30 – 60 proc. tańsze niż za granicą – twierdzi Artur Gosk, prezes Polskiego Stowarzyszenia Turystyki Medycznej. Na przykład lifting twarzy, za który w Wielkiej Brytanii trzeba zapłacić równowartość 30 tys. zł, w Polsce można wykonać za 9 tys. zł. Powiększenie piersi na Wyspach Brytyjskich kosztuje od 15 do 26 tys. zł, a w Polsce od 10 do 15 tys. zł.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 26.09.2011




do góry
Rynek prywatnej opieki zdrowotnej w Polsce.

Setki milionów na polską służbę zdrowia? Zagraniczni inwestorzy chcą kupować przychodnie, specjalistyczne szpitale, obiekty spa, a nawet domy spokojnej starości. Właściciele nie palą się jednak do sprzedawania. Liczą, że za jakiś czas dostaną więcej.


Zmiany w przepisach i postawa Narodowego Funduszu Zdrowia, który coraz częściej przyznaje kontrakty prywatnym firmom, zachęcają do inwestycji w Polsce. Nasz rynek przyciąga też perspektywami wzrostu. Ale chętnych do sprzedawania brakuje. Mówi się o pewnej austriackiej firmie, która chciała wydać 40 mln zł na szpital i odeszła z kwitkiem.

W branżę medyczną chce inwestować między innymi fundusz ARX Equity Partners, właściciel między innymi sieci klinik okulistycznych w Polsce i Czechach Lexummedica. Interesuje się regionalnymi sieciami ogólnymi oraz specjalistycznymi klinikami. – Na pojedynczy zakup jesteśmy w stanie przeznaczyć od 15 do 60 mln zł. Łącznie w branży medycznej możemy wydać nawet 200 mln zł. O pierwszym zakupie możemy poinformować pod koniec tego roku – twierdzi Jacek Korpała, partner zarządzający funduszu.

Okazji do przejęć placówek medycznych szuka także grupa prywatnych amerykańskich inwestorów White Stork Capital, która zamierza przejmować domy spokojnej starości, kliniki stomatologiczne, szpitale oraz obiekty spa z usługami medycznymi. – Negocjujemy z pięcioma podmiotami. Początkowo nasz klient chce na zakupy przeznaczyć 50 mln zł – twierdzi Weronika Karnowska z kancelarii radców prawnych Miller Canfield Babicki, prowadzącej negocjacje w imieniu spółki. Inwestorzy przymierzają się np. do prywatnego szpitala Scanmed, którego właścicielem jest fundusz typu private equity NFI Black Lion (dawniej IV NFI i NFI Progress). – Jest zainteresowanie inwestycją w Scanmed. Jak dotąd spotkaliśmy się z kilkoma potencjalnymi kupcami. Jeśli oferta będzie atrakcyjna, rozważymy ją, ale na tym etapie jest zbyt wcześnie na podjęcie decyzji. Pracujemy nad rozbudową placówki i poszerzeniem zakresu świadczeń medycznych na terenie południowego Krakowa – mówi Mariusz Omieciński, członek zarządu NFI Black Lion.

Zdaniem Pawła Magdziarza z firmy consultingowej Formedis, pośredniczącej w sprzedaży firm medycznych, największym zainteresowaniem wśród zagranicznych inwestorów cieszą się prywatne placówki specjalistyczne o profilu onkologicznym, neurochirurgicznym, chirurgii jednego dnia oraz centra medyczne. – Fundusze interesują się też przekształconymi w spółki prawa handlowego szpitalami i chcą stworzyć ogólnopolskie sieci – dodaje Paweł Magdziarz.

Co czyni nasz rynek tak atrakcyjnym? – Głównym powodem jest to, że w walce o kontrakt z NFZ placówki prywatne coraz częściej wygrywają z publicznymi. Jeszcze kilka lat temu priorytetowo w tym wyścigu były traktowane szpitale publiczne – mówi Grzegorz Byszewski, ekspert rynku ochrony zdrowia z organizacji Pracodawcy RP. Zagranicznych inwestorów przyciągają też do Polski niższe koszty pracy. Czynnik ten sprzyja rozwojowi szpitali nastawionych na turystykę medyczną – dodaje. Jego zdaniem polski rynek prywatnej opieki zdrowotnej nie jest jeszcze w pełni zagospodarowany, co oznacza, że wartość inwestycji będzie rosła. Na razie przeważają u nas placówki publiczne. Może się to jednak szybko zmienić, bo zadłużone szpitale zamieniane będą przez organy założycielskie w spółki prawa handlowego – twierdzi Grzegorz Byszewski.

Apetyty inwestorów są bardzo duże. Problemem jest znalezienie podmiotów do przejęcia. – Inwestycje w branżę medyczną są wciąż bardzo zyskowne. Sektor czekają spektakularne wzrosty. Wydatki PKB na ochronę zdrowia będą rosły, bo społeczeństwo się starzeje. Poza tym segment usług prywatnych w Polsce jest wciąż w początkowej fazie rozwoju, więc właściciele wolą na razie inwestować i nie chcą sprzedawać – twierdzi Agnieszka Skonieczna, ekspert rynku ochrony zdrowia z firmy analitycznej PMR Publications.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 06.09.2011




do góry
Eksperci rynkowi radzą, jak inwestować na NewConnect.

Mimo rosnącej popularności rynku alternatywnego wciąż brakuje na nim rekomendacji i analiz przygotowywanych przez biura maklerskie czy banki. Inwestorzy zdani są tylko na siebie. Co w tej sytuacji radzą im specjaliści?


Na NewConnect notowanych jest już blisko 320 spółek. Trudno jednak znaleźć rekomendacje i raporty na ich temat. Eksperci uważają, że to się szybko nie zmieni. W ocenie perspektyw stojących przed spółkami z alternatywnego rynku często zawodzą bowiem najpowszechniejsze narzędzia analityczne. Poza tym są to małe przedsiębiorstwa, obroty ich akcjami są niskie. Biurom maklerskim nie opłaca się więc trud ich analizowania. Potencjalne korzyści są zbyt małe.
Krótko mówiąc, inwestorzy mogą polegać tylko na sobie. Co mają robić?

Rekomendacja oferującego

W ocenie specjalistów reguły inwestowania na NewConnect, co do zasady, są bardzo podobne jak na rynku głównym GPW. Zasadnicza różnica sprowadza się do dużo większego ryzyka zmienności cen oraz braku płynności akcji. W wielu przypadkach z zadowalającym poziomem handlu mamy do czynienia tylko podczas debiutu i tuż po nim. Dlatego później istotne bywa np. to, czy spółka ma animatora - mówi Maciej Bobrowski, dyrektor wydziału analiz i informacji Domu Maklerskiego BDM.
Jego zdaniem inwestorzy planujący zakup akcji firm wybierających się na NewConnect lub już tam notowanych powinni przede wszystkim kierować się oceną fundamentów. Równocześnie jednak ten parkiet jest przeznaczony dla spółek innowacyjnych, od których trudno wymagać dobrych wyników w początkowej fazie działalności. W ich przypadku wszystko opiera się na prognozach. W efekcie jednym z podstawowych kryteriów wyboru inwestycji powinna być rekomendacja oferującego i zaufanie do niego. To on powinien zabiegać nie tylko o powodzenie emisji, ale i o bezpieczeństwo oraz zadowalającą stopę zwrotu dla nowych akcjonariuszy - twierdzi Bobrowski.

Trudności w wycenie

Łukasz Rosiński z DM AmerBrokers podkreśla, że analizę spółek z NewConnect utrudnia to, że ich fundamenty często nijak się mają do zachowania kursów. Częste są zatem spektakularne zwyżki bez podstaw. Analiza porównawcza w większości wypadków kończyłaby się zaleceniem "sprzedaj". Ponadto tylko najwięksi optymiści potrafiliby znaleźć uzasadnienie dla bieżących wycen na bazie metody zdyskontowanych przepływów pieniężnych - mówi analityk. Dlatego do wyceny tych spółek powinny być stosowane metody wykorzystywane przez inwestorów typu venture capital lub seed capital. Na bazie standardowych metod trudno jest bowiem wycenić chociażby innowacyjność - zaznacza.
Zdaniem Rosińskiego przeciętni inwestorzy nie mają wiedzy niezbędnej, by wycenić spółki z NewConnect. Dlatego o sukcesie na tym rynku w 60 proc. decyduje... intuicja. W 40 proc. wpływ na decyzje mogą mieć próby jakiejkolwiek oceny biznesu.
Mirosław Gruca z departamentu bankowości inwestycyjnej w Trigon DM podkreśla, że spółki notowane na NewConnect można i należy oceniać (i wyceniać) tak, jak to się dzieje w przypadku każdej inwestycji w akcje. Według niego to, co należy brać pod uwagę, to zwłaszcza: innowacyjność i atrakcyjność prowadzonej działalności, fazę rozwoju, w jakiej znajduje się przedsiębiorstwo, możliwości dynamicznego zwiększenia przez nie skali działalności oraz potencjalne przejście na główny rynek GPW. Zaznacza, że trzeba też uwzględnić dodatkowe ryzyko związane z niską płynnością akcji i ewentualne pojawienie się (w tym oczekiwane) inwestorów finansowych w akcjonariacie spółki.

Nie jest problemem kupić

Maklerzy przyjmujący na co dzień zlecenia od giełdowych inwestorów często mówią, że na NewConnect nie jest problemem kupić akcje po satysfakcjonującej cenie, ale je sprzedać. Jednym z podstawowych kryteriów wyboru inwestycji powinna być rekomendacja oferującego i zaufanie do niego. Obecnie mamy do czynienia ze zbyt wieloma przypadkami spółek, na akcjach których nie tylko nie dochodzi do żadnych transakcji przez kilka dni, ale nawet nie ma zleceń kupna, które pozwoliłyby zrealizować stosunkowo niewielką podaż. Dla drobnych graczy, zwłaszcza zainteresowanych inwestycjami o charakterze spekulacyjnym, możliwość sprzedania akcji to absolutna podstawa - twierdzi Piotr Niepokój, makler i agent ING Securities. Z tego względu swoim klientom zawsze radzi sprawdzić możliwość wyjścia z ewentualnej inwestycji.

Jakość kadry zarządzającej

Przy podejmowaniu decyzji o zakupie akcji konkretnej firmy z NewConnect istotne znaczenie powinna też odgrywać ocena kadry zarządzającej.
Większość spółek na tym rynku nie ma historii lub nie może wykazać się żadnymi większymi osiągnięciami, w przeciwieństwie do ludzi, którzy tak naprawdę tworzą firmę. Z tego względu niezbędna jest analiza dokonań osób zajmujących kierownicze stanowiska, ich sukcesów, doświadczenia, pasji i zdolności do uczenia się w często zmieniających się warunkach rynkowych - twierdzi Anna Andrzejak, dyrektor departamentu transakcji kapitałowych i nadzoru właścicielskiego obszaru rynków kapitałowych BZ WBK.
Mimo braku historii firmy, możemy sobie wyrobić zdanie na temat szans realizacji jej planów i strategii. W tym celu nieraz wystarczy sama analiza sytuacji w danym sektorze - uważa Andrzejak.

W oczekiwaniu na przenosiny

O tym, czy inwestor wypracuje na NewConnect zyski, może też zdecydować horyzont inwestycyjny. Gracz, który kupił akcje na podstawie dobrze przeprowadzonej analizy fundamentalnej, powinien zapomnieć na jakiś czas o ich sprzedaży - mówi Andrzejak. Chodzi jej o to, że jeśli decyzja była trafna, to inwestor zarobi, gdy spółka przeniesie się na GPW. A jeśli spółka prawidłowo się rozwija, to takie przenosiny są tylko kwestią czasu. Takiemu wydarzeniu zazwyczaj towarzyszy publiczna emisja akcji, co nie tylko zwiększa w przyszłości ich płynność, ale i zainteresowanie inwestorów.

Jak zbudować portfel?

Jeśli już ktoś zdecyduje się zainwestować na NewConnect, to, jak uważa Piotr Niepokój, powinien kupić akcje nie więcej niż pięciu firm. Jednocześnie nie powinny one stanowić więcej niż 20 proc. wartości całego naszego portfela inwestycyjnego (reszta powinna przypadać na inne instrumenty i rynki).
Drugorzędne znaczenie ma np. dywersyfikacja portfela akcji z NewConnect pod względem sektorowym. Płynność to podstawa - uważa Niepokój.

Możliwe dwa podejścia

Marcin Billewicz, prezes Copernicus Securities, ocenia, że inwestor, który zdecyduje się na inwestycje na NewConnect, ma do wyboru dwa podejścia. Może wierzyć, że notowane na tym rynku spółki będą się rozwijać i wybrać metodę statystyczną, polegającą na inwestowaniu drobnych kwot w wiele firm. Może też podejmować decyzje w oparciu o własny warsztat i analizy czy spotkania z zarządami. Wówczas można przeznaczyć większe kwoty na inwestycje w mniejszą liczbę firm - mówi. Także ta metoda nie chroni jednak przed ryzykiem. Historia pokazuje, że NewConnect jest rynkiem cyklicznym, na którym pojawiają się mody na określone firmy. Dlatego tak trudno jest go analizować - zaznacza Billewicz.

Zasada Pareto

Mirosław Gruca uważa, że inwestując na NewConnect, należy bardzo ostrożnie podejmować decyzje z uwagi na to, że często informacje o spółce, jej biznesie i tworzących ją ludziach są skąpe. Atrakcyjność tego rynku polega jednak m.in. na różnorodności oraz na tym, że łatwo stworzyć portfel, w ramach którego uwzględnimy naszą oczekiwaną stopę zwrotu i tolerowane przez nas ryzyko inwestycji - mówi. Na tym rynku obowiązuje zasada Pareto 20/80, co oznacza, że z naszego portfela dziesięciu spółek dwie będą na tyle zyskowne, że będą odpowiadać za 80 proc. naszego wyniku i w efekcie pokryją straty, które przyniesie nam osiem pozostałych przedsiębiorstw - mówi.

Marcin Billewicz, prezes Coperniicus Securities

Notowane na NewConnect spółki nie mogą być traktowane tak samo jak firmy z głównego rynku GPW. W większości wypadków są to bowiem małe podmioty, które nie mają zbyt długiej historii. Inwestowanie w te firmy to duże wyzwanie, gdyż bardzo często ich zarządy i oferujący kuszą wizją nie obecnych, lecz przyszłych zysków. W bardzo niewielu wypadkach te zapowiedzi znajdują potwierdzenie w późniejszych rezultatach. Dlatego inwestorzy powinni być bardzo ostrożni przy wyborze spółek do portfela. Brokerzy nie będą zajmować się spółkami z NewConnect, bo obroty na tym rynku są tak małe, że nawet gdyby rekomendacja okazała się trafna, to biuro maklerskie i tak na tym nie zarobi. Analizy przygotowują oczywiście oferujący, ale inwestorzy nie powinni zapominać o tym, że mogą być oni skłonni do zbyt pozytywnej oceny perspektyw danego przedsiębiorstwa.

Łukasz Rosiński, DM AmerBrokers

Przed kilkoma miesiącami rozważaliśmy rozpoczęcie analizowania spółek z NewConnect. Ze względu na jakość notowanych na tym rynku firm część od razu wykluczyliśmy z kręgu naszego zainteresowania. Raporty finansowe stoją bowiem na znacznie niższym poziomie niż w wypadku spółek z GPW. Nie da się zatem przygotować rekomendacji bez kontaktu z zarządem. Do oceny tych spółek nie nadaje się ponadto analiza wskaźnikowa - trudno jest analizować firmy posiadające niewielkie przychody lub start-upy. Wśród spółek z NewConnect znaleźliśmy około 20, którym warto byłoby się przyjrzeć. Chodzi o przedsiębiorstwa mające kapitalizację wystarczającą do debiutu na GPW, ale które wybrały NewConnect jako szybszą drogę pozyskania kapitału. Dodatkowym atutem tych firm jest to, że są sensownie wycenione i pokazywały w miarę stabilne wyniki przynajmniej w ostatnich dwóch latach.

Mirosław Gruca, Dep. bankowości inwestycyjnej, trigon DM

Podstawowym źródłem informacji o spółkach z NewConnect są dokumenty informacyjne oraz raporty bieżące i okresowe. Wcześniej, w trakcie plasowania emisji, sporządzane są dokumenty ofertowe i prezentacje inwestorskie, które zawierają analizy i wyceny sporządzone przez autoryzowanego doradcę. Jako dom maklerski w przypadku spółek z alternatywnego systemu obrotu stosujemy te same standardy informacji co przy spółkach z głównego rynku. Firmy, którym zależy na dobrych relacjach z inwestorami, są dostępne oraz chętnie odpowiadają na ich pytania. Nie liczyłbym na to, że w najbliższym okresie dojdzie do "pokrycia" analitycznego małych spółek. Inwestorzy instytucjonalni, kupując akcje firm z rynku NewConnect, biorą pod uwagę nie tylko jakość samej firmy, ale również patrzą, kto (jaki dom maklerski) wprowadza ją na rynek.

Źródło: Gazeta Giełdy Parkiet, 14.10.2011




do góry

Artroskopia kolana Sala pozabiegowa Zabieg usunięcia zaćmy Rejestracja oddziałowa
Copyrights © 2009 Dom Lekarski. All rights reserved. NZOZ Dom Lekarski, ul. Rydla 37, 70-783 Szczecin, Tel. +48 91 464 5036, E-mail: domlekarski@domlekarski.pl